Autorskie biuro podróży

sobota, 26 kwietnia 2014

Bhutan. Kiedy jechać, co zobaczyć?

Tajemnicze himalajskie królestwo. Jest marzeniem wielu podróżników. Co warto zobaczyć, kiedy jechać, z czym się trzeba liczyć? Na te pytania odpowiada Małgorzata Olejnik. Zobacz też: Wycieczka do Bhutanu.

Dlaczego warto wybrać się do Bhutanu?

Położone we wschodnich Himalajach Królestwo Bhutanu (Druk Jul – Królestwo Grzmiącego Smoka) zachowało do dzisiaj swoją niezmienioną tradycję, kulturę, sztukę i religię. Odwiedzający ten kraj turyści odnoszą wrażenie, że znaleźli się w mitycznej krainie ukrytej w sercu Himalajów – Shangri - La. Bhutańczycy nie dążą za wszelką cenę do nowoczesności, nie poddają się ślepo wpływom komercyjnej kultury Zachodu, umiejętna polityka państwa określana jako Szczęście Narodowe Brutto polega na łączeniu tradycyjnej kultury, religii i obyczajów ze zrównoważonym rozwojem, zachowując równocześnie środowisko naturalne. Jej priorytetowym celem jest wzrost życiowej satysfakcji obywateli.

Bhutan

W Bhutanie, jednym z najbezpieczniejszych krajów na świecie, każdy znajdzie coś dla siebie – spektakularne himalajskie krajobrazy, przepiękne kipiące zielenią i tętniącą życiem lasy, krystalicznie czyste powietrze, imponująca tradycyjna architektura i sztuka, niekomercyjna religia i oczywiście życzliwi, uśmiechnięci mieszkańcy. Bhutan możemy zwiedzać zarówno w grupach jak i indywidualne, ale odwiedzić ten kraj możemy tylko za pośrednictwem biura podróży, profesjonalni bhutańscy piloci zawsze służą nam dobrą radą i pomocą. Wszystko to powoduje, że Bhutan oczarowuje przybyszów i na długo pozostaje w pamięci.

Co warto zobaczyć w Bhutanie?

Obowiązkowymi punktami w każdym programie powinno być zwiedzanie Paro, Thimphu i Punakha.
W Paro (2250 m.n.p.m.) każdy odwiedzający Bhutan turysta musi znaleźć się przynajmniej raz, ponieważ to właśnie tutaj znajduje się jedyne międzynarodowe lotnisko, a turyści muszą odbyć przynajmniej jedną podróż samolotem (do Bhutanu trzeba przylecieć lub z niego odlecieć). Lot ten można porównać niemalże z lotem widokowym nad Himalajami, kiedy z samolotu widoczne są ośnieżone górskie szczyty, najbardziej spektakularny lot jest ze stolicy Nepalu – Katmandu. Paro położone w dolinie o tej samej nazwie, wita nas świeżym powietrzem, ciszą i spokojem mimo znajdującego się tutaj lotniska. 
 
Nasze zwiedzanie miasta Paro warto rozpocząć od Muzeum Narodowego usytuowanego na wzgórzu i zajmującego budynek dawnej strażnicy. Godne polecenia są zarówno zbiory samego Muzeum jak też i widok na dolinę rozpościerający się z górnej kondygnacji strażnicy.  Widoczna jest także twierdza w Paro – nasz kolejny punkt programu nosząca nazwę  Rinpung Dzong - „Twierdza Klejnotów”. Bhutański Dzong jest to rodzaj twierdzy zbudowanej w strategicznym punkcie (np. na skrzyżowaniu szlaków handlowych), znajduje się w niej zarówno siedziba regionalnej władzy administracyjnej jak taż świątynie i dormitoria dla mnichów, a wszystko to połączone jest kompleksem dziedzińców. Budynki wewnątrz dzongu są zawsze bogato dekorowane rzeźbionymi elementami drewnianymi. Dzongi uważane są za jedne z najpiękniejszych budowli w Azji
Warto odwiedzić także położone na uboczu dwie bliźniacze świątynie – Kjiczu Lhakhang, starsza z nich według bhutańskiej tradycji została wzniesiona w VII w. przez tybetańskiego króla Songtsena Gampo

Będąc w Paro nie można pominąć perełki architektonicznej i najbardziej rozpoznawalnej budowli w Bhutanie klasztoru Taktsang (2950 m n.p.m.) - „Tygrysie Gniazdo”. Jest to kompleks budynków klasztornych niemalże przyklejonych do wysokiej 800 metrowej czarnej skały. Ścieżka prowadząca do klasztoru wiedzie w większości przez las, w którym licznie występują kwitnące w maju rododendrony. Z drzew zwisają porosty, a konary porośnięte są epifitami. Cała ta sceneria sprawia niesamowite wrażenie. Po około 2 – 2,5 godzinach średnio trudnego trekkingu z obowiązkowymi przystankami na zdjęcia docieramy do punktu, z którego widoczny jest w całej okazałości klasztor i widok ten wart jest poniesionego trudu. Następnie po kamiennych stromych schodach schodzimy na dno doliny, aby po kolejnych wspiąć się do klasztoru. Taktsang jest niezwykle ważnym miejscem pielgrzymek Bhutańczyków, gdyż medytował tutaj Guru Rimpocze – ojciec buddyzmu w Bhutanie. Wizyta w klasztorze pozostawia niesamowite wrażenie, jest to magiczne miejsce, któremu nawet przybywający tutaj turyści nie są w stanie odebrać szczególnego charakteru.

Do stolicy Bhutanu – Thimphu (2250 m n.p.m.) jedzie się z Paro około 2 godziny. Pierwszym  obiektem, który zazwyczaj odwiedza się jeszcze na przedmieściach Thimphu jest Memorial Czorten – stupa, która została zbudowana na pamiątkę trzeciego, zmarłego w 1972 roku króla Bhutanu. W centrum miasta na szczególną uwagę zasługuje Tasziczodzong - „Fort Pomyslnej Religii” jeszcze rozleglejszy i z piękniejszymi dekoracjami niż dzong w Paro. W dzongu swoje biura ma także król. Od 2006 panującym władcą jest Jigme Khesar Namgyel Wangchuck, najstarszy syn poprzedniego króla, który ustąpił z tronu na rzecz syna.

Spacerując malowniczymi uliczkami Thimphu warto odwiedzić także pocztę, aby kupić słynne bhutańskie znaczki pocztowe, a także zamówić znaczek ze swoją podobizną

Szkoła Sztuk Tradycyjnych jest interesującym punktem programu. Możemy w niej zobaczyć utalentowaną młodzież, która doskonali się w tradycyjnych technikach malarstwa, rysunku, rzeźby czy haftu. W pobliżu znajduje się Muzeum Kultury Ludowej w którym zobaczymy tradycyjne przedmioty związane z codziennym życiem. Warto odwiedzić także mini ogród zoologiczny, aby zobaczyć w nim takiny, które są zwierzętami narodowymi Bhutanu.

Warto zostać w Thimphu dzień dłużej, aby odwiedzić znajdujące się w okolic klasztory, podziwiać wspaniałe roztaczające się z nich widoki oraz podziwiać otaczającą je przyrodę. W ciągu jednego dnia możemy zwiedzić pochodzący z XIII w. klasztor Tango zbudowany w kształcie dzongu oraz XVII wieczny klasztor Czeri, będący słynnym miejscem odosobnienia i medytacji.

Droga z Thimphu do Punakha prowadzi przez przełęcz  Doczula (3050 m.n.p.m.). Z punktu widokowego na przełęczy rozpościera się przepiękna panorama Himalajow wschodnich, widoczny jest także najwyższy szczyt Bhutanu Gangkar Punsum (7541 m.n.p.m.)

Na przełęczy znajduje się kompleks 108 czortenów zbudowanych z inicjatywy królowej Aszi Dordże Łangmo, które upamiętniają zwycięstwo Bhutanu nad indyjskimi separatystami z Frontu Wyzwolenia Assamu w 2003 roku, których obozy znajdowały się na terytorium Bhutanu.

Punakha położna jest zdecydowanie niżej od dwóch poprzednich miast, na wysokości 1350 m n.p.m. Znajdujący się w niej malowniczo położony u zbiegu dwóch rzek dzong uważany jest za najpiękniejszy w Bhutanie i jest obowiązkowym punktem programu każdej wycieczki. Z uwagi na zdecydowanie łagodniejszy klimat dzong w Punakha do 1954 roku był zimową rezydencją króla Bhutanu. Okolice Punakha to sielankowy, wiejski krajobraz z tarasowymi polami ryżowymi, małymi osadami i wijącą się rzeką. Warto odwiedzić nowo wybudowany, ale malowniczo położony na szczycie wzgórza czorten Njizergang. Droga do czortenu prowadzi przez tradycyjny wiszący most, a następnie wśród pół ryżowych. Zbocza wzgórza na którym znajduje się czorten porośnięte są sosnami himalajskimi o soczysto-zielonych, długich igłach. Chorten warto odwiedzić z uwagi na znajdujące się w nim sakralne malowidła oraz przepiękną panoramę doliny przeciętej meandrującą rzeką, którą będziemy mogli podziwiać z tarasu na górnym poziomie czortenu.

Pochodząca z XV w. świątynia Czime została wybudowana w miejscu, które wcześniej poświecił słynny w Bhutanie szalony jogin – Drukpa Kunlej.  Położona jest ona na niewielkim wzniesieniu, a prowadząca do niego dróżka prowadzi przez pola ryżowe i osady

Bardzo ciekawy jest także Bhutan Środkowy i Wschodni, ale kilka informacji na ten temat przekażę w następnym odcinku.

Kiedy wybrać się do Bhutanu?

Zdecydowanie najlepszą porą roku jest październik do połowy listopada, kiedy niebo powinno być już bezchmurne, a temperatura jeszcze przyjemna. Właśnie w październiku zaczyna się najładniejsza pogoda, a co za tym idzie najlepsza widoczność i możliwość podziwiania zarówno ośnieżonych szczytów Himalajów jak i widoku malowniczych dzongów czy klasztorów na tle błękitnego nieba. Dobra widoczność utrzymuje się do końca lutego, początku marca, ale temperatury są już zdecydowanie niższe i może się okazać, że z uwagi na obfite opady śniegu nie są przejezdne wszystkie drogi. Dla miłośników kwitnących rododendronów dobrą porą na odwiedzenie tego pięknego kraju jest maj.

Co ze sobą zabrać?

Z całą pewnością dobry humor i uśmiech na twarzy, ponieważ właśnie tacy są Bhutańczycy pogodni i życzliwi

W Bhutanie mile widziany jest schludny wygląd turystów, wchodząc do dzongów, klasztorów i świątyń musimy mieć długie spodnie i długi rękaw. Ciekawostką jest, że bluzka z kołnierzykiem ale z krótkim rękawem np. typu polo zastępuje długi rękaw. Warto pomyśleć o wygodnym, nieśliskim obuwiu oraz o czymś cieplejszym np. polarze, który może się przydać wieczorami lub w chłodniejszy dzień. Bez względu na porę roku w której odwiedzimy Bhutan pamiętajmy najlepiej o cienkiej kurtce z kapturem, która ochroni nas przed ewentualnym deszczem.

Z czym się trzeba liczyć, co nas może zaskoczyć?

Bhutan jest krajem drogim, ponieważ nie zależy mu na turystyce masowej. Trzy posiłki dziennie, które muszą być wliczone z cenę świadczeń dla turystów zapewniają nam pełny komfort i wygodę ponieważ wielokrotnie nie ma możliwości zjedzenia np. lunchu po drodze, ponieważ w małych miejscowościach przez które przejeżdżamy nie ma po prostu restauracji

Pamiątki z Bhutanu też nie należą do najtańszych i praktycznie możemy je kupić tylko i wyłącznie w Paro lub w Thimphu.

Małgorzata Olejnik – od lat zajmuje się turystyką egzotyczną. Jest dyrektorem ds. klientów kluczowych w biurze Krzysztof Matys Travel.
.......................................................................

Bhutan, wycieczki indywidualne, na zamówienie - już od 2 osób!

środa, 16 kwietnia 2014

Indonezja. Turystyczny raj

Sumatra, Bali, Jawa, Celebes, Komodo, Borneo...
O największych turystycznych atrakcjach Indonezji opowiada Małgorzata Olejnik.

Celebes

Dlaczego warto pojechać do Indonezji?

Indonezja położona jest na ponad 17 tysiącach wysp! To niesamowita i bardzo ciekawa różnorodność. Dzięki temu Indonezja jest krajem, który może sprostać oczekiwaniom nawet najbardziej wymagających turystów. Główne atrakcje to:

Komodo
 Świadectwa starej i  zróżnicowanej cywilizacji:
- Starożytne świątynie hinduistyczne Prambanan i byddyjski Borobudur na Jawie.
- Kultura Bataków z charakterystycznymi długimi domami na Sumatrze.
- Toradże ze swoimi unikalnymi  zwyczajami pogrzebowymi. Oryginalne domy nawiązujące kształtem do łodzi, którymi przybyli na wyspę Celebes (Sulawesi) ich przodkowie.
- Drewniane chaty ze strzelistymi dachami krytymi słomą i animistyczna religia Merapu na Sumbie.
-  Irian Jaya na wyspie Nowa Gwinea - jeden z ostatnich na świecie dziewiczych terenów z wioskami Papuasów, gdzie czas zatrzymał się w epoce kamienia.

Jawa
  
Wspaniała przyroda. Krajobrazy i plaże:
- Dziewicze lasy deszczowe na Borneo. Ośrodki rehabilitacji orangutanów, z najsłynniejszym spośród nich założonym przez kanadyjkę badaczkę dr Birute Mary Galgikas w Parku Narodowym Tanjung Puting.
- Rejs do Parku Narodowego Komodo zamieszkiwanego przez  największe jaszczurki świata -  warany, będące jednym z najstarszych gatunków zwierząt, nazywane smokami z Komodo. 
- Wspaniałe rafy koralowe i możliwość nurkowania.
Borneo
- Dominujące w krajobrazie, majestatyczne stożki słynnych indonezyjskich wulkanów np. jeden z najpopularniejszych i łatwo dostępny dla turystów wulkan Bromo na Jawie. Polecam też wulkan Merapi w cieniu którego leży perełka architektury buddyjskiej – Borobudur oraz trzy kolorowe jeziora, które powstały w kraterach wulkanu Kelimutu (wyspa Flores).
- Malownicze tarasowe pola ryżowe np. na wyspie Bali czy też pola ryżowe przypominające kształtem pajęczą sieć na wyspie Flores.
- Bujne lasy deszczowe na Sumatrze z niezwykłą fauną i florą, stożkami wulkanicznymi w tle i malowniczymi jeziorami.
- Piękne piaszczyste plaże, np. na wyspach Lombok, Sumba, Flores czy Wyspach Korzennych (Moluki) oraz niezapomniane wschody i zachody słońca.

Bali
Ta niewielka wyspa zamieszkiwana w większości przez wyznawców tak zwanego hinduizmu balijskiego oferuje wiele turystycznych atrakcji. Mamy tu wspaniałe warunki biernego i czynnego wypoczynku w luksusowych kompleksach hotelowych, położonych przy słynnych plażach takich jak np. Nusa Dua, Kuta czy Sanur. Jest też okazja do potkania  ze wspaniałą kulturą i sztuką. Turyści zachwyceni będą też olśniewającymi krajobrazami i tropikalną przyrodą.

Na każdym kroku spotykamy się z tradycyjnymi obrzędami uśmiechniętych, gościnnych mieszkańców wyspy. Całości obrazu dopełnia bogactwo smaków kuchni indonezyjskiej. Liczne restauracje oferujące dania z niemalże wszystkich kuchni świata. Bali to także raj dla osób, które cenią sobie wyroby rzemiosła artystycznego

Jawa

Indonezja jest krajem bezpiecznym, a turyści są tu mile widziani. Oferuje bazę hotelową o różnorodnym standardzie oraz profesjonalną obsługę, nie ma większego problemu z porozumieniem się w języku angielskim.

Jaka pora roku jest najlepsza? Kiedy jechać?

Zdecydowanie najlepszym terminem na zwiedzanie większości wysp Indonezji jest tzw. pora sucha trwająca od maja do października. Natomiast Bali jest atrakcyjnym miejscem wypoczynku przez cały rok.

Komodo

Co koniecznie trzeba zabrać?

Z całą pewnością dobry humor i uśmiech na twarzy, który otworzy nam wiele drzwi.

W zależności od wyspy, na której wylądujemy zawartość naszej walizki powinna nieco się różnić. Zawsze jednak pamiętajmy o zabraniu odzieży z włókien naturalnych; coś cieplejszego z długim rękawem (może się nam przydać w czasie przelotów), przeciwdeszczowa kurtka najlepiej z kapturem (ewentualnie składana parasolka) wygodnych butów, stroju kąpielowego, okularów słonecznych, nakrycia głowy, kremu z filtrem, preparatu przeciwko komarom,  leków które przyjmujemy (przewozimy je zawsze w bagażu podręcznym). Oczywiście sprzęt do fotografowania i filmowania oraz nośniki pamięci i baterie

Celebes
  
Czy czekają nas jakieś utrudnienia? Z czym trzeba się liczyć?

Dla mieszkańców Europy największym utrudnieniem jest odległość, a co za tym idzie długość przelotu i ewentualnie cena biletu lotniczego.

Trzeba pamiętać, że cały archipelag indonezyjski położony jest w okolicach równika, w związku z tym będziemy przebywać w klimacie tropikalnym, niejednokrotnie o dużej wilgotności i temperaturach oscylujących w granicach 22 - 30 stopni C. Nocą w wyżej położonych rejonach temperatura może spaść do kilkunastu, a nawet kilku stopni powyżej zera. Zawsze też mogą wystąpić opady deszczu.

Jeśli planujemy odwiedzenie kilku wysp powinniśmy się także liczyć z wyższymi kosztami wyjazdu w związku z kilkoma przelotami pomiędzy wyspami.

Zobacz propozycję wycieczki do Indonezji.

Tekst i fotografie: Małgorzata Olejnik. Zobacz też artykuł: "Zmiany w turystyce Egzotycznej"
.
Travel to Poland

wtorek, 15 kwietnia 2014

Nepal. Park Narodowy Chitwan

Kraj ten kojarzy się raczej z Himalajami, górskim trekkingiem i zdobywaniem Mont Everestu. (Bardziej wygodni mogą podziwiać najwyższy szczyt świata z pokładu samolotu. Każdego dnia z lotniska w Katmandu wylatuje przynajmniej kilka maszyn. Loty widokowe cieszą się sporym powodzeniem. Mimo wysokiej ceny – około 200 USD).

Nosorożce w Chitwanie

 Ale Nepal ma też najprawdziwszą w świecie dżunglę. Na południu kraju, przy granicy z Indiami znajduje się nizinny obszar, porośnięty naturalnym lasem. Jest ostoją dziko żyjących zwierząt. Występują tu między innymi tygrysy bengalskie, nosorożce, lamparty oraz gaury - największe przedstawiciele dzikiego bydła. W rzekach spotkać można gawiale, krokodyle błotne i delfiny słodkowodne.

Dla ochrony tych rzadkich gatunków stworzono Park Narodowy Chitwan (nieco ponad tysiąc kilometrów kwadratowych). W ściśle wyznaczonych do tego miejscach, w obrębie Parku, możliwy jest ruch turystyczny. Na granicy obszaru chronionego znajduje się kilka ośrodków noclegowych składających się z zespołu bungalowów. Stanowią one bazę wypadową do wycieczek pieszych i spływów łodziami. Popularną formą są też przejażdżki na słoniach. Przy odrobinie szczęścia można spotkać nosorożce!

Bungalowy mają skromny standard, ale są czyste i zadbane. Spokojnie da się w nich spędzić noc czy dwie. W dobrych ośrodkach każdy bungalow posiada łazienkę. Ciepła woda i prąd są zazwyczaj tylko w ściśle wyznaczonych godzinach. Kuchnia serwuje posiłki, wieczorami organizowane są imprezy przy ognisku.

Zdjęcie zrobione z grzbietu słonia


Rezerwat powstał w 1973 r. jako Królewski Park Narodowy Chitwan. Radykalne zmiany polityczne w Nepalu (upadek monarchii, powstanie ludowe) nie pozostały bez wpływu na losy tego wyjątkowego miejsca. Od czasu obalenia króla w 2008 r. z nazwy zniknął przydomek „królewski”. Dziś to już tylko Park Narodowy Chitwan.

Ochrona przyrody jest kwestią do której władze Nepalu przykładają dużą wagę. Co prawda, w czasie wojny domowej uległa załamaniu, ale dziś wszystko wróciło do normy. Interweniował nawet Sąd Najwyższy. Zaniepokojony spadkiem ilości nosorożców nakazał rządowi wzmocnienie polityki ochrony. W efekcie ich liczba ustabilizowała się. Na szczęście, bo to naprawdę ciekawe przeżycie – z bliska zobaczyć te niesamowite zwierzęta.

Safari w Chitwanie

Kiedy się tam wybrać? Raczej nie polecam lata - to okres pory deszczowej. Woda podtapia nizinne tereny Parku, a rozmyte drogi utrudniają dojazd. Niektóre ośrodki robią sobie wolne. Turyści zamiast do Chitwanu jedą w Himalaje. Dobrym terminem jest jesień (listopad) oraz zima (styczeń – luty). O tej porze trawy są najniższe, a zieleń dżungli mniej intensywna - łatwiej zobaczyć zwierzęta.

Do Nepalu trafiamy z Indii (wycieczki Indie Północne – Nepal, od 15 do 21 dni). Wjeżdżamy tu z Waranasi (nocleg w przygranicznej Bhairahawie lub w Lumbini – miejscowości odwiedzanej przez buddyjskich pielgrzymów z całego świata - miejsce narodzin Buddy). Następnie przejazd do Chitwanu, tu noc lub dwie i dalej do Katmandu. Himalaje czekają


Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.
Więcej informacji o turystyce w Nepalu.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Indie. Kadźuraho (Khajuraho)



Kadźuraho, jedna ze świątyń
Jest to jedno z tych miejsc, które zobaczyć należy koniecznie. Stąd też Kadźuraho (w jęz. polskim spotykamy też formę Kadżuraho lub Khadźuraho) znajduje się na wielu trasach prowadzących przez północną część Indii.

Nam, pilotom i przewodnikom kojarzy się z długim przejazdem. Trafiamy tu z Orci (Orczi, Orćhi), Gwalioru bądź Agry. Po zwiedzeniu Kadźuraho jedziemy do Waranasi. Jeśli autokarem, to czeka nas od 9 do 14 godzin jazdy, dlatego ruszamy już o 6 rano. Trasę z Kadźuraho do Waranasi można pokonać samolotem. Jest znacznie szybciej i wygodniej, ale wtedy tracimy możliwość obserwacji niesamowitej indyjskiej prowincji. Przejeżdżamy przez małe wsie i prawdziwą dżunglę. Tkwimy w korkach na niemiłosiernie zatłoczonych ulicach wielkich miast. Aparaty fotograficzne są w użyciu przez cały czas. Podobnie kamery. Dla turystów to inny świat. Coś zupełnie niesamowitego.

Rzeźby na świątyni w Kadźuraho

Są w Indiach miejsca, które stwarzają problemy interpretacyjne. Patrzymy i pytamy: jak wytłumaczyć coś takiego? Zabytki lub zjawiska tak bardzo obce zachodniej cywilizacji, że zupełnie nie wiadomo co z nimi zrobić. Dlatego Europejczycy reagują na Indie w dwojaki sposób. Zachwycają się lub odrzucają ze wstrętem. Wielu z nas przytłacza coś, czego nie rozumiemy. Bieda i żebracy, szczególna religijność i będąca trudnym wyzwaniem filozofia. A do tego ta masa ludzi. Nieokiełznana i bezładna. Przytłaczająca.

Ci, którzy nie odrzucili całości jako „dzikiej, barbarzyńskiej i okrutnej” próbują szukać sensu. Chcą zrozumieć.

Jednym z takich miejsc jest Kadźuraho. Zespół pięknych, kamiennych świątyń to jedno z bardziej niesamowitych zabytków. Znajduje się na liście UNESCO. Słynie z wyjątkowych erotycznych przedstawień. Ściany zewnętrzne są bogato zdobione, a jednym z tematów jest seks. Sceny przedstawione są śmiałe, wręcz pornograficzne. Można odnieść wrażenie, że autorzy tych przedstawień seks umieścili na ołtarzu. Znajdziemy tu rzeźby z tematami miłości lesbijskiej i seksu grupowego. Jest też scena zoofilii. Po co? W jakim celu?! Jak można coś takiego przedstawić na ścianach świątyń?!

Jedno z przedstawień dolnego fryzu
 
Europejczyk musi postawić takie pytania. W kulturze Zachodu między religią, a seksem jest potężna bariera. W dużym stopniu za sprawą Starego Testamentu radykalnie rozdzielamy te dwa obszary. Seksualność przez stulecia byłą czymś podejrzanym, zepchniętym w mrok, wstydliwym i dalekim od świątyń. Przypominam, że rewolucja seksualna w Europie, to dopiero druga połowa XX wieku. Wcześniej takie przedstawienia jak w Kadźuraho były nie tylko kulturowo potępiane, ale także prawnie zakazane. Do tego należy dodać upośledzoną pozycję kobiety (rola Ewy w historii świata zachodniego). Za jej sprawą seks był czymś niebezpiecznym moralnie, umiejscowionym bliżej diabła niż anioła. A przyjemność czerpana z seksu przez kobiety, to już absolutne zło.

Dlatego pierwsi Europejczycy (Brytyjczycy), którzy dotarli do Kadźuraho w XIX wieku przeżyli szok. Doświadczenie to przydarza się i dziś, przynajmniej części turystów.


Kadźuraho miało szczęście. Prężny i bogaty ośrodek (stolica księstwa Candelów) upadł w okresie średniowiecza. Miasto opustoszało. Porosła go dżungla ukrywając przed czujnym okiem ortodoksyjnych muzułmanów. Gdyby tu dotarli, to na pewno nie przetrwałoby ono do dziś. Erotyczne przedstawienia były tak obrazoburcze, że musiałyby wywołać ostrą reakcję. Świątynie z Kadźuraho podzieliłyby los innych, wspaniałych budowli północnych Indii. Przetrwały dzięki dżungli.

Nastręczająca szczególnych trudności interpretacyjnych zoofilia

 Świątynie zostały wzniesione w X i XI wieku. Zachowało się nico ponad 20 z 85, które istniały tu kiedyś. Są świadectwem wspaniałej architektury dawnych Indii. Nazwa miasta pochodzi od słowa „khajura”, które oznacza palmę daktylową.

Turysta wobec tajemnicy Kadźuraho
Zewnętrzne ściany zdobione są kunsztownymi rzeźbami. Jednym z motywów jest całe seksualne spektrum: od wysublimowanej erotyki (wyższe, ważniejsze partie świątyń) po wyuzdany seks (nisko, blisko ziemi). Podziwiamy piękno kobiecego ciała. Wygimnastykowane tancerki, ubrane tylko w efektowną biżuterię, znajdują się na wyższych partiach elewacji (zatem wznioślejszych i godnych naśladowania). Zawsze przedstawione są w ruchu. Nigdy nie są ukazane statycznie. Nie stanowią tylko obrazu do oglądania (przedmiotu). Są częścią akcji i czerpią z niej przyjemność. (Różnią się pod tym względem od europejskich aktów).

Architektura hinduskiej świątyni nawiązuje do ciała kobiety. Schody to nogi, a drzwi odpowiadają wejściu do żeńskich narządów płciowych. Centrum świątyni, czyli odpowiednik naszego ołtarza, to macica! Tu tworzy się nowy człowiek, tu następuje jego duchowy wzrost (na wzór narodzin cielesnych). Mikrokosmos jest obrazem makrokosmosu. Kreacja nowego organizmu jest odzwierciedleniem kreacji świata. Życie to życie, planety, kosmosu czy pojedynczego człowieka. To jedno i to samo. W hinduskiej filozofii. Oto wyzwanie dla Europejczyka! Warto wybrać się do Kadźuraho by się z nim zmierzyć. Zobacz też artykuł o Tadź Mahal.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Armenia, Gruzja i Azerbejdżan. Europa czy Azja?

Pytanie jest ciągle aktualne i nawet nieco kontrowersyjne. Spór toczy się przecież o miano najwyższej góry na starym kontynencie. Dzieci uczą się w szkole, że jest nią słynny Mont Blanc (4807 m n.p.m.). Tymczasem na Kaukazie mamy Elbrus, który mierzy 5642 m n.p.m. Jest najwyższym szczytem Kaukazu. Ale czy można przyznać mu tytuł najwyższego punktu Europy? Przewyższa Mont Blanc o 835 metrów.

Przyjrzyjmy się bliżej granicy między kontynentami. To oczywiście kwestia umowna, Europa i Azja tworzą zwarty obszar lądowy. Trzeba więc przyjąć jakieś kryteria podziału. Wschodnią granicę umiejscowiono na Uralu. Jeśliby więc konsekwentnie stosować tę zasadę, to odcinek południowy również powinien przechodzić przez naturalną, górską zaporę, czyli pasmo Wielkiego Kaukazu. Tymczasem Międzynarodowa Unia Geograficzna na odcinku południowym przyjęła inną zasadę. Granicę między kontynentami wyznaczono na północ od gór, kreśląc linię między Morzem Azowskim i Kaspijskim. W skutek takiego zabiegu cały Kaukaz leży po stronie azjatyckiej.

Dlaczego właśnie tak? Złośliwi twierdzą, że zrobiono to by Mont Blanc utrzymał status najwyższego szczytu Europy.

Gruzja, Cminda Sameba leży na północ od Przełęczy Krzyżowej,
a więc w jednym z wariantów, to już Europa.

 Propozycja Międzynarodowej Unii Geograficznej ma licznych oponentów. Stąd też od dziesięcioleci istnieją alternatywne koncepcje. I tak granica na odcinku między Morzem Kaspijskim i Morzem Czarnym przebiega według następujących wariantów:
1.       Pasmem Wielkiego Kaukazu – w ten sposób tylko mała, północna część Gruzji leżałaby w Europie.
2.       Wzdłuż północnych podnóży Kaukazu – cała Gruzja, Armenia i Azerbejdżan w Azji.
3.       Wzdłuż południowych podnóży Kaukazu – część Gruzji w Europie.
4.     Obniżeniem tektonicznym między Wielkim i Małym Kaukazem – wzdłuż rzek Rioni i Mtkwari - połowa Gruzji i Azerbejdżanu w Europie.
5.       Wzdłuż grzbietu Małego Kaukazu i dalej wzdłuż rzek Araks i Mtkwari – część Gruzji i Armenii w Europie.
6.       Wzdłuż dawnej południowej granicy ZSRR (z Turcją i Iranem) - dzisiejsza Gruzja, Armenia i Azerbejdżan w całości byłyby w Europie!

Gdyby za obowiązujący przyjąć wariant nr 1, czyli pasmo Wielkiego Kaukazu, to rolę tę spełniałyby nie najwyższe szczyty, a główne pasmo wododziałowe. Dobrze znają je osoby odwiedzające Gruzję. Jadąc  słynną i bardzo malowniczą Gruzińską Drogą Wojenną z Tbilisi do Kazbegi przekracza się Przełęcz Krzyżową, która rozdziela rzeki płynące na południe – tu rozpoczyna bieg Aragwi, czyli dopływ Mtkwari oraz na północ – źródła rzeki Terek.

Zobacz więcej w artykule:  Gdzie leży Gruzja, w Europie czy w Azji?

Omówione wyżej kwestie nijak się mają oczywiście do uwarunkowań kulturowych. W tym zakresie decyzja należy do społeczeństw tych krajów. I tak, np. rząd Gruzji od czasu rewolucji róż (2003 r.) konsekwentnie powtarza, że Tbilisi jest częścią Europy. We wszystkich instytucjach państwowych obok flag Gruzji powiewają flagi Unii Europejskiej!

Już nie tylko Armenia, Gruzja i Azerbejdżan, ale też np. Izrael biorą udział w sportowych rozgrywkach organizowanych przez federacje europejskie. Jeśli nie geograficznie, to przynajmniej sportowo, Europa się więc rozszerza.

Armenia, Garni, świątynia w antycznym stylu.

Istotna jest też historia. Gruzińskie wybrzeże Morza Czarnego to starożytna Kolchida - cel wyprawy Jazona i Argonautów (złote runo). Tu ulokowane były greckie kolonie, a wpływy kulturowe następowały w obydwu kierunkach. Znany wszystkim mit o Prometeuszu wywodzi się z Kaukazu! Cywilizacja antyczna sięgała aż na terytorium dzisiejszej Armenii. Piękna świątynia w Garni jest tego widocznym przykładem. Dzisiejszy Azerbejdżan to starożytna Albania – pod taką nazwą znany był Rzymianom. Armenia jest pierwszego krajem, który chrześcijaństwo ustanowił religię państwową (już 301 r., czyli przed Rzymem i wszystkimi innymi państwami świata!). Chwilę później to samo uczyniła Gruzja. W trzech interesujących nas krajach kwitła kultura. Źródeł europejskiego renesansu szuka się m.in. w wybitnym dziele gruzińskiego poety Szoty Rustawelego, a ormiańska architektura miała wpływ chociażby na rozwój gotyku. W sensie cywilizacyjnym trudno odmówić im prawa do europejskiej wspólnoty.

Zobacz: Wycieczka Gruzja –Armenia.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.
Travel to Poland

Songkran - azjatycki dyngus



Azja Południowo-Wschodnia świętuje Nowy Rok.

Chińczycy i Wietnamczycy wkroczyli w Rok Konia 31 stycznia. Teraz Kambodża, Laos, Tajlandia i Birma świętują nadejście Nowego Roku. Zaczyna się rok 2558! Według tamtejszej tradycji lata liczone są bowiem od daty śmierci Buddy w 544 r. p.n.e.

Songkran w Tajlandii


Kiedyś było to święto ruchome. Teraz zawsze przypada na połowę kwietnia (od 13-go do 15-go; czasami dłużej – jeśli wypada w weekend).

Nazwa święta – Songkran  – pochodzi od sanskryckiego słowa oznaczającego „ruch, zmianę, przejście”.

Songkran przypada na  koniec  pory suchej-gorącej  i zwiastuje nadejście pory deszczowej.  Świętuje się  koniec zbiorów i czeka na monsunowe deszcze nawadniające pola. Pozwoli to na wysadzenie nowego ryżu, podstawowego składnika miejscowej diety.
Nowy Rok poprzedzają gruntowne porządki w domach.  Do tradycji należy też nabycie czegoś nowego do  ubrania. Wszechobecne są kwiaty. Zanosi się je do świątyń, dekoruje nimi domy, „perfumuje” wodę. W świątyniach palone są kadzidełka i świeczki, składane ofiary i sypane stożki z piasku (w kształcie buddyjskich stup). Symbolicznie wypuszcza się z klatek na wolność ptaki i ryby. Należy również wesprzeć datkiem ubogich.

Woda oznacza życie, ale pełni tez funkcję oczyszczającą („zmycie złego”). Obmywa się nią posagi Buddy, ale przede wszystkim polewa siebie nawzajem. W dawnych czasach było to jedynie skrapianie się  wodą zebraną po umyciu świętych figurek. Obecnie jest to jeden wielki ogólnonarodowy dyngus! Tłum nawzajem oblewa się hurtowo wodą, często  zmieszaną z talkiem lub kredą.

Dobrze, że pora jest łaskawsza na tego typu dyngusowe  zabawy niż u nas. Songkran wypada w porze największych  upałów (temperatury sięgają 45 stopni), noworoczne prysznice przynoszą więc prawdziwą ulgę  a ubrania schną błyskawicznie.

Wszędzie trwają tańce i tradycyjne zabawy.  Je się noworoczne potrawy np. ciasta z kleistego ryżu i  pije miejscowe trunki.

Nowy Rok jest  ciekawym okresem na indywidualne wyprawy do Kambodży czy Laosu.  Chociaż sklepy i muzea mogą być zamknięte  i trzeba się liczyć ze stale  przemoczonym ubraniem, wszędzie mnóstwo się dzieje i jest to dobry czas na nietuzinkowe poznawanie tych krajów.


Tekst: Jacek Świercz.