Autorskie biuro podróży

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Matys. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Matys. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 listopada 2020

Krzysztof Matys: O podróżowaniu

Czy jest w tej książce coś o Azji? Oczywiście, i to sporo! Pojawiają się między innymi, takie kraje jak: Iran, Japonia, Uzbekistan, Indie, Kirgistan…

W tekście pod tytułem „Kulinarne przeboje” czytamy o baranich wnętrznościach gotowanych w kotle na ognisku nad jeziorem Issyk-kul, w otoczeniu jurt i płynących z głośników piosenek Modern Talking. Znajdziemy tam też fragment o tarasunie, czyli samogonie z mleka, pijanym nad Bajkałem.

Kilka razy pojawia się Tadź Mahal, na temat którego autor ma dość oryginalne zdanie.


Sporo jest tekstów o Gruzji i Armenii, ale jak wiadomo, w tym przypadku dyskutować można o tym, czy to już Azja, czy jeszcze Europa. Niezależnie od powyższego, miłośnicy Kaukazu, będą zadowoleni, bo w czasie lektury trafią na pokaźną ilość ciekawostek i smaczków.

Dużo jest o Nepalu, na pewno na uwagę zasługuje zabawny i brawurowy rozdział pod tytułem: „Stomatolog w Nepalu”.

Interesująca książka. Wciąga i porywa czytelnika. Polecamy!

Krzysztof Matys, O podróżowaniu

Rok wydania: 2020. Liczba stron: 230.

Do kupienia w księgarni Wydawnictwa oraz w sklepie internetowym Spragnieni Podróży. Dostępna w formie papierowej oraz jako e-book.

czwartek, 15 maja 2014

Indie. Złoty Trójkąt

To bodaj najchętniej wybierana turystyczna trasa Indii. Wręcz oczywista. Łatwa do zrealizowania i pełna szeroko znanych atrakcji. Tu znajduje się słynny Tadź Mahal (Taj Mahal), który powszechnie uchodzi za symbol kraju (słusznie lub nie). W 2007 roku zaliczony został do grona siedmiu nowożytnych cudów świata. Inne zabytki Złotego Trójkąta to m.in. Pałac Wiatrów w Dżajpurze (Hawa Mahal), Meczet Piątkowy i  Qutab Minar w Delhi, Fatehpur Sikri oraz kilka Czerwonych Fortów. Można jeszcze długo wymieniać najważniejsze obiekty znajdujące się na tej trasie. Jest co oglądać. Na sam Radżastan trzeba poświęcić kilka dni.

Indie, Orcia, tu zaczynają się prawdziwe Indie
 
Przejechałem tym szlakiem wiele razy. Za każdym razem jako pilot i przewodnik wycieczki. Był okres, kiedy najbardziej lubiłem wycieczki do Indii. Ale kilka lat temu pierwsze miejsce na mojej osobistej liście zajęła Gruzja. Za nią poszła Armenia. (Zobacz blog o Gruzji i Armenii).

Złoty Trójkąt to obszar pomiędzy trzema miastami: Delhi, Dźajpur (Jaipur) i Agrą. Nicią przewodnią tego szlaku jest historia dynastii Mogołów, a największą atrakcją, oczywiście Tadź Mahal.

Tadż Mahal, prawie każdy chce tu zrobić zdjęcie
O Tadź Mahal pisałem już w innym miejscu. Dość krytycznie. Między innymi o tym, że słaby z niego symbol Indii, bo jak powtarzał Mahatma Gandhi, Tadź Mahal jest raczej świadectwem podboju i ucisku Indii. Niewiele ma wspólnego z miłością, za to sporo z okrucieństwem. Nie można uznać go za kwintesencję Indii, ponieważ jest… muzułmańskim grobowcem! Czy stanowi komercyjny chwyt dla naiwnych? Trochę tak. Ale można zapytać, która ze znanych w świecie budowli nim nie pełni tej roli. Tadź Mahal jest jak wieża Eiffla. Trzeb zrobić sobie fotkę na jego tle i tyle. Taki świat, taka turystyka.

Jeżdżąc od zabytku do zabytku, podziwiając zatrważające swym ogromem forty i pałace, mijamy po drodze prawdziwe Indie, równie ciekawe i zdumiewające, co najznamienitsze pozostałości budownictwa dawnych władców. Jeśli nasza wycieczka obejmuje wyłącznie Złoty Trójkąt, to koniecznie trzeba znaleźć czas na skok w bok. Trzeba uciec od tłumnie odwiedzanych zabytków i poszukać prawdziwych Indii. Na ulicach, straganach, w hinduskich świątyniach…
Jeśli mamy dłuższą trasę, to znacznie lepiej. Prawdziwe Indie będą już chwilę dalej, w Orci, w Gwaliorze, w Kadźuraho… No i oczywiście w Waranasi. Można powiedzieć, że kto nie był w Waranasi, ten nie widział Indii.

Dżajpur, wjazd na słoniach do fortu Amber
Moim ulubionym miejscem na trasie Złotego Trójkąta jest Fatepur Sikri (około 40 km od Agry). Z dwóch powodów. Ze względu na monumentalną, ciekawą architekturę, ale jeszcze bardziej z respektu dla budowniczego tego przedziwnego miasta. Cesarz Akbar (w Polsce zwany Akbarem Wielkim) był nietuzinkową postacią. W szeregu krwawych władców z dynastii Wielkich Mogołów Akbar wyróżniał się na plus. Długo można by pisać o jego olbrzymim znaczeniu. W skrócie można powiedzieć, że Indie Akbara były większe i zasobniejsze od całej ówczesnej Europy. To co najbardziej niezwykłe dotyczy jednak sfery intelektualnej. W państwie Akbara szanowano wszystkie religie (pełna tolerancja), a on sam zaproponował coś zupełnie nowego – połączenie w jeden system filozoficzno-etyczny wątków płynących z różnych wyznań. Tak powstała din illahi (Din-i-Ilahi), czyli „religia Boga”. Łączyła w sobie motywy islamskie, hinduskie, zoroastryjskie, dżinijskie, chrześcijańskie i żydowskie! Bez kapłanów i jednej obowiązującej świętej księgi. Za to z szacunkiem dla przyrody, mistycyzmu i filozoficznych dywagacji. I to wszystko w XVI wieku!

Nasz film z Indii.

Zobacz więcej artykułów o Indiach.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.


wtorek, 15 kwietnia 2014

Nepal. Park Narodowy Chitwan

Kraj ten kojarzy się raczej z Himalajami, górskim trekkingiem i zdobywaniem Mont Everestu. (Bardziej wygodni mogą podziwiać najwyższy szczyt świata z pokładu samolotu. Każdego dnia z lotniska w Katmandu wylatuje przynajmniej kilka maszyn. Loty widokowe cieszą się sporym powodzeniem. Mimo wysokiej ceny – około 200 USD).

Nosorożce w Chitwanie

 Ale Nepal ma też najprawdziwszą w świecie dżunglę. Na południu kraju, przy granicy z Indiami znajduje się nizinny obszar, porośnięty naturalnym lasem. Jest ostoją dziko żyjących zwierząt. Występują tu między innymi tygrysy bengalskie, nosorożce, lamparty oraz gaury - największe przedstawiciele dzikiego bydła. W rzekach spotkać można gawiale, krokodyle błotne i delfiny słodkowodne.

Dla ochrony tych rzadkich gatunków stworzono Park Narodowy Chitwan (nieco ponad tysiąc kilometrów kwadratowych). W ściśle wyznaczonych do tego miejscach, w obrębie Parku, możliwy jest ruch turystyczny. Na granicy obszaru chronionego znajduje się kilka ośrodków noclegowych składających się z zespołu bungalowów. Stanowią one bazę wypadową do wycieczek pieszych i spływów łodziami. Popularną formą są też przejażdżki na słoniach. Przy odrobinie szczęścia można spotkać nosorożce!

Bungalowy mają skromny standard, ale są czyste i zadbane. Spokojnie da się w nich spędzić noc czy dwie. W dobrych ośrodkach każdy bungalow posiada łazienkę. Ciepła woda i prąd są zazwyczaj tylko w ściśle wyznaczonych godzinach. Kuchnia serwuje posiłki, wieczorami organizowane są imprezy przy ognisku.

Zdjęcie zrobione z grzbietu słonia


Rezerwat powstał w 1973 r. jako Królewski Park Narodowy Chitwan. Radykalne zmiany polityczne w Nepalu (upadek monarchii, powstanie ludowe) nie pozostały bez wpływu na losy tego wyjątkowego miejsca. Od czasu obalenia króla w 2008 r. z nazwy zniknął przydomek „królewski”. Dziś to już tylko Park Narodowy Chitwan.

Ochrona przyrody jest kwestią do której władze Nepalu przykładają dużą wagę. Co prawda, w czasie wojny domowej uległa załamaniu, ale dziś wszystko wróciło do normy. Interweniował nawet Sąd Najwyższy. Zaniepokojony spadkiem ilości nosorożców nakazał rządowi wzmocnienie polityki ochrony. W efekcie ich liczba ustabilizowała się. Na szczęście, bo to naprawdę ciekawe przeżycie – z bliska zobaczyć te niesamowite zwierzęta.

Safari w Chitwanie

Kiedy się tam wybrać? Raczej nie polecam lata - to okres pory deszczowej. Woda podtapia nizinne tereny Parku, a rozmyte drogi utrudniają dojazd. Niektóre ośrodki robią sobie wolne. Turyści zamiast do Chitwanu jedą w Himalaje. Dobrym terminem jest jesień (listopad) oraz zima (styczeń – luty). O tej porze trawy są najniższe, a zieleń dżungli mniej intensywna - łatwiej zobaczyć zwierzęta.

Do Nepalu trafiamy z Indii (wycieczki Indie Północne – Nepal, od 15 do 21 dni). Wjeżdżamy tu z Waranasi (nocleg w przygranicznej Bhairahawie lub w Lumbini – miejscowości odwiedzanej przez buddyjskich pielgrzymów z całego świata - miejsce narodzin Buddy). Następnie przejazd do Chitwanu, tu noc lub dwie i dalej do Katmandu. Himalaje czekają


Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.
Więcej informacji o turystyce w Nepalu.

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Indie. Kadźuraho (Khajuraho)



Kadźuraho, jedna ze świątyń
Jest to jedno z tych miejsc, które zobaczyć należy koniecznie. Stąd też Kadźuraho (w jęz. polskim spotykamy też formę Kadżuraho lub Khadźuraho) znajduje się na wielu trasach prowadzących przez północną część Indii.

Nam, pilotom i przewodnikom kojarzy się z długim przejazdem. Trafiamy tu z Orci (Orczi, Orćhi), Gwalioru bądź Agry. Po zwiedzeniu Kadźuraho jedziemy do Waranasi. Jeśli autokarem, to czeka nas od 9 do 14 godzin jazdy, dlatego ruszamy już o 6 rano. Trasę z Kadźuraho do Waranasi można pokonać samolotem. Jest znacznie szybciej i wygodniej, ale wtedy tracimy możliwość obserwacji niesamowitej indyjskiej prowincji. Przejeżdżamy przez małe wsie i prawdziwą dżunglę. Tkwimy w korkach na niemiłosiernie zatłoczonych ulicach wielkich miast. Aparaty fotograficzne są w użyciu przez cały czas. Podobnie kamery. Dla turystów to inny świat. Coś zupełnie niesamowitego.

Rzeźby na świątyni w Kadźuraho

Są w Indiach miejsca, które stwarzają problemy interpretacyjne. Patrzymy i pytamy: jak wytłumaczyć coś takiego? Zabytki lub zjawiska tak bardzo obce zachodniej cywilizacji, że zupełnie nie wiadomo co z nimi zrobić. Dlatego Europejczycy reagują na Indie w dwojaki sposób. Zachwycają się lub odrzucają ze wstrętem. Wielu z nas przytłacza coś, czego nie rozumiemy. Bieda i żebracy, szczególna religijność i będąca trudnym wyzwaniem filozofia. A do tego ta masa ludzi. Nieokiełznana i bezładna. Przytłaczająca.

Ci, którzy nie odrzucili całości jako „dzikiej, barbarzyńskiej i okrutnej” próbują szukać sensu. Chcą zrozumieć.

Jednym z takich miejsc jest Kadźuraho. Zespół pięknych, kamiennych świątyń to jedno z bardziej niesamowitych zabytków. Znajduje się na liście UNESCO. Słynie z wyjątkowych erotycznych przedstawień. Ściany zewnętrzne są bogato zdobione, a jednym z tematów jest seks. Sceny przedstawione są śmiałe, wręcz pornograficzne. Można odnieść wrażenie, że autorzy tych przedstawień seks umieścili na ołtarzu. Znajdziemy tu rzeźby z tematami miłości lesbijskiej i seksu grupowego. Jest też scena zoofilii. Po co? W jakim celu?! Jak można coś takiego przedstawić na ścianach świątyń?!

Zobacz też: Kadźuraho - świątynie seksu.

Jedno z przedstawień dolnego fryzu
 
Europejczyk musi postawić takie pytania. W kulturze Zachodu między religią, a seksem jest potężna bariera. W dużym stopniu za sprawą Starego Testamentu radykalnie rozdzielamy te dwa obszary. Seksualność przez stulecia byłą czymś podejrzanym, zepchniętym w mrok, wstydliwym i dalekim od świątyń. Przypominam, że rewolucja seksualna w Europie, to dopiero druga połowa XX wieku. Wcześniej takie przedstawienia jak w Kadźuraho były nie tylko kulturowo potępiane, ale także prawnie zakazane. Do tego należy dodać upośledzoną pozycję kobiety (rola Ewy w historii świata zachodniego). Za jej sprawą seks był czymś niebezpiecznym moralnie, umiejscowionym bliżej diabła niż anioła. A przyjemność czerpana z seksu przez kobiety, to już absolutne zło.

Dlatego pierwsi Europejczycy (Brytyjczycy), którzy dotarli do Kadźuraho w XIX wieku przeżyli szok. Doświadczenie to przydarza się i dziś, przynajmniej części turystów.


Kadźuraho miało szczęście. Prężny i bogaty ośrodek (stolica księstwa Candelów) upadł w okresie średniowiecza. Miasto opustoszało. Porosła go dżungla ukrywając przed czujnym okiem ortodoksyjnych muzułmanów. Gdyby tu dotarli, to na pewno nie przetrwałoby ono do dziś. Erotyczne przedstawienia były tak obrazoburcze, że musiałyby wywołać ostrą reakcję. Świątynie z Kadźuraho podzieliłyby los innych, wspaniałych budowli północnych Indii. Przetrwały dzięki dżungli.

Nastręczająca szczególnych trudności interpretacyjnych zoofilia

 Świątynie zostały wzniesione w X i XI wieku. Zachowało się nico ponad 20 z 85, które istniały tu kiedyś. Są świadectwem wspaniałej architektury dawnych Indii. Nazwa miasta pochodzi od słowa „khajura”, które oznacza palmę daktylową.

Turysta wobec tajemnicy Kadźuraho
Zewnętrzne ściany zdobione są kunsztownymi rzeźbami. Jednym z motywów jest całe seksualne spektrum: od wysublimowanej erotyki (wyższe, ważniejsze partie świątyń) po wyuzdany seks (nisko, blisko ziemi). Podziwiamy piękno kobiecego ciała. Wygimnastykowane tancerki, ubrane tylko w efektowną biżuterię, znajdują się na wyższych partiach elewacji (zatem wznioślejszych i godnych naśladowania). Zawsze przedstawione są w ruchu. Nigdy nie są ukazane statycznie. Nie stanowią tylko obrazu do oglądania (przedmiotu). Są częścią akcji i czerpią z niej przyjemność. (Różnią się pod tym względem od europejskich aktów).

Architektura hinduskiej świątyni nawiązuje do ciała kobiety. Schody to nogi, a drzwi odpowiadają wejściu do żeńskich narządów płciowych. Centrum świątyni, czyli odpowiednik naszego ołtarza, to macica! Tu tworzy się nowy człowiek, tu następuje jego duchowy wzrost (na wzór narodzin cielesnych). Mikrokosmos jest obrazem makrokosmosu. Kreacja nowego organizmu jest odzwierciedleniem kreacji świata. Życie to życie, planety, kosmosu czy pojedynczego człowieka. To jedno i to samo. W hinduskiej filozofii. Oto wyzwanie dla Europejczyka! Warto wybrać się do Kadźuraho by się z nim zmierzyć. Zobacz też artykuł o Tadź Mahal.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.


niedziela, 13 kwietnia 2014

Armenia, Gruzja i Azerbejdżan. Europa czy Azja?

Pytanie jest ciągle aktualne i nawet nieco kontrowersyjne. Spór toczy się przecież o miano najwyższej góry na starym kontynencie. Dzieci uczą się w szkole, że jest nią słynny Mont Blanc (4807 m n.p.m.). Tymczasem na Kaukazie mamy Elbrus, który mierzy 5642 m n.p.m. Jest najwyższym szczytem Kaukazu. Ale czy można przyznać mu tytuł najwyższego punktu Europy? Przewyższa Mont Blanc o 835 metrów.

Przyjrzyjmy się bliżej granicy między kontynentami. To oczywiście kwestia umowna, Europa i Azja tworzą zwarty obszar lądowy. Trzeba więc przyjąć jakieś kryteria podziału. Wschodnią granicę umiejscowiono na Uralu. Jeśliby więc konsekwentnie stosować tę zasadę, to odcinek południowy również powinien przechodzić przez naturalną, górską zaporę, czyli pasmo Wielkiego Kaukazu. Tymczasem Międzynarodowa Unia Geograficzna na odcinku południowym przyjęła inną zasadę. Granicę między kontynentami wyznaczono na północ od gór, kreśląc linię między Morzem Azowskim i Kaspijskim. W skutek takiego zabiegu cały Kaukaz leży po stronie azjatyckiej.

Dlaczego właśnie tak? Złośliwi twierdzą, że zrobiono to by Mont Blanc utrzymał status najwyższego szczytu Europy.

Gruzja, Cminda Sameba leży na północ od Przełęczy Krzyżowej,
a więc w jednym z wariantów, to już Europa.

 Propozycja Międzynarodowej Unii Geograficznej ma licznych oponentów. Stąd też od dziesięcioleci istnieją alternatywne koncepcje. I tak granica na odcinku między Morzem Kaspijskim i Morzem Czarnym przebiega według następujących wariantów:
1.       Pasmem Wielkiego Kaukazu – w ten sposób tylko mała, północna część Gruzji leżałaby w Europie.
2.       Wzdłuż północnych podnóży Kaukazu – cała Gruzja, Armenia i Azerbejdżan w Azji.
3.       Wzdłuż południowych podnóży Kaukazu – część Gruzji w Europie.
4.     Obniżeniem tektonicznym między Wielkim i Małym Kaukazem – wzdłuż rzek Rioni i Mtkwari - połowa Gruzji i Azerbejdżanu w Europie.
5.       Wzdłuż grzbietu Małego Kaukazu i dalej wzdłuż rzek Araks i Mtkwari – część Gruzji i Armenii w Europie.
6.       Wzdłuż dawnej południowej granicy ZSRR (z Turcją i Iranem) - dzisiejsza Gruzja, Armenia i Azerbejdżan w całości byłyby w Europie!

Gdyby za obowiązujący przyjąć wariant nr 1, czyli pasmo Wielkiego Kaukazu, to rolę tę spełniałyby nie najwyższe szczyty, a główne pasmo wododziałowe. Dobrze znają je osoby odwiedzające Gruzję. Jadąc  słynną i bardzo malowniczą Gruzińską Drogą Wojenną z Tbilisi do Kazbegi przekracza się Przełęcz Krzyżową, która rozdziela rzeki płynące na południe – tu rozpoczyna bieg Aragwi, czyli dopływ Mtkwari oraz na północ – źródła rzeki Terek.

Zobacz więcej w artykule:  Gdzie leży Gruzja, w Europie czy w Azji?

Omówione wyżej kwestie nijak się mają oczywiście do uwarunkowań kulturowych. W tym zakresie decyzja należy do społeczeństw tych krajów. I tak, np. rząd Gruzji od czasu rewolucji róż (2003 r.) konsekwentnie powtarza, że Tbilisi jest częścią Europy. We wszystkich instytucjach państwowych obok flag Gruzji powiewają flagi Unii Europejskiej!

Już nie tylko Armenia, Gruzja i Azerbejdżan, ale też np. Izrael biorą udział w sportowych rozgrywkach organizowanych przez federacje europejskie. Jeśli nie geograficznie, to przynajmniej sportowo, Europa się więc rozszerza.

Armenia, Garni, świątynia w antycznym stylu.

Istotna jest też historia. Gruzińskie wybrzeże Morza Czarnego to starożytna Kolchida - cel wyprawy Jazona i Argonautów (złote runo). Tu ulokowane były greckie kolonie, a wpływy kulturowe następowały w obydwu kierunkach. Znany wszystkim mit o Prometeuszu wywodzi się z Kaukazu! Cywilizacja antyczna sięgała aż na terytorium dzisiejszej Armenii. Piękna świątynia w Garni jest tego widocznym przykładem. Dzisiejszy Azerbejdżan to starożytna Albania – pod taką nazwą znany był Rzymianom. Armenia jest pierwszego krajem, który chrześcijaństwo ustanowił religię państwową (już 301 r., czyli przed Rzymem i wszystkimi innymi państwami świata!). Chwilę później to samo uczyniła Gruzja. W trzech interesujących nas krajach kwitła kultura. Źródeł europejskiego renesansu szuka się m.in. w wybitnym dziele gruzińskiego poety Szoty Rustawelego, a ormiańska architektura miała wpływ chociażby na rozwój gotyku. W sensie cywilizacyjnym trudno odmówić im prawa do europejskiej wspólnoty.

Zobacz: Wycieczka Gruzja –Armenia.

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Matys.
Travel to Poland